Boję się jeździć windą.
I nawet nie chodzi o to, że liny są przerdzewiałe, pomieszczenie małe, obcy ludzie – wsiadają i wysiadają. Przerażają mnie dźwięki, dla których oddania nie jest odpowiedni żaden zlepek liter onomatopeiczny.
Nie martwią mnie schody.
Co najwyżej półpiętra – nigdy nie wiadomo co lub kto się na nich czai. Tylko pytanie, jak długo starczy mi sił, by wspinać się na 6 piętro? Schodzenie to jeszcze pół biedy – tylko zajmuje trochę.
Na początku muszę wszystko zmierzyć.
Zbadać czasy i wymiary. Ile zajmuje przejście z kuchni do pokoju. Ile sekund zbiega się po setkach schodów w dół. I najważniejsze – które skróty na przystanek są naprawdę skrótami. Chcesz się spóźnić, idź na skróty – mawiają – ale czy ja mogę nie spróbować weryfikacji przysłowia ludowego? Na miejscu zawsze jest jakiś tramwaj – przynajmniej teraz jeszcze w to wierzę. Jeszcze ufam minutom zaklętym w rozkładzie. Jeszcze ufam – generalnie.
Na miejscu nie wypada już pytać, w którą stronę powinnam iść żeby trafić na Uczelnię. Nóż, widelec -zapytam kogoś, przed kim później będzie mi wstyd. Nie pytam więc – przezornie. Błądzę. I trafiam. Widocznie nie tylko Ci, którzy pytają, trafiają do celu. I tym razem pewnie wszystko zależy od tego jak cel definiujemy. Szczegóły diabelskie.
Rozkład sal pozostanie dla mnie tajemnicą jeszcze przez wiele tygodni. Może na zawsze – nie ma co sobie zawracać nim głowy pierwszego dnia. Może w ogóle. Prędzej zapamiętam ludzi. A Ci kierują się w nowym kierunku.
Wysoki czerwony budynek. 18 pięter. Nie ma mowy o schodach, chociaż winda na pewno nie wozi do nieba. Czuję jednak, że tam na górze jest już całkiem blisko. Gdyby nagle postanowiła spaść, byłoby jeszcze bliżej.
O rany.
windy mają czkawki.
coś, co ma czkawkę nie może być takie groźne.
bo czy tygrys ma czkawkę?
komentarz - autor: joanjohnson — marzec 25, 2008 @ 3:42 pm
Ja już dawno przełożyłam strach przed winda na inny; działa.
komentarz - autor: kamea38 — marzec 28, 2008 @ 11:15 am