Kiedy piszesz w jednym i tym samym miejscu przez 4 lata i nagle stwierdzasz, że kartki tego mieszkania wyblakły, litery są za duże, ściany zeznań zbyt pochyłe, jest za duszno, za tłoczno – podejmujesz tak samo nagłą, jak dramatyczną decyzję – wyprowadzasz się. Jest w Tobie jeszcze jednak coś takiego jak sentyment – przywiązanie do pękniętego lustra, w którym co dzień można się przejrzeć, zakurzonych książek, do których wracasz – mimo wszystko. Jest w Tobie lęk, że Twoje łóżko zajmie ktoś obcy, w Twojej szafie plątać się będą cudze ubrania i myśli. Więc boisz się – kupujesz drugie mieszkanie i próbujesz żyć na dwa fronty.
Próbuję.