W poprzek czasu.

Styczeń 29, 2008

1. Na początku zawsze jest koniec.

Filed under: bez-znaczenie,Projekt — arilyn @ 8:14 pm
Tags: , , , ,

Moje ciało zbudowane jest z marzeń – rodziców o wspólnym szczęściu i moich o szczęściu własnym. Umysł to suma natchnień podsyłanych przez wychowawców, którzy szukają uczniów tam, gdzie wzorców już dawno nie ma. Gdyby nie spora lista wad, myślę, że mogłabym być idealna.

I nie wiem, jak to jest, ale dotychczas absolutnie bez wad jest tylko ta kawa – cukier, śmietanka i aromat – odznaczone kołem na gazecie. Szukam w niej mieszkania. Z nią właściwie. Naprawdę nie potrzebuję wiele: łóżko, biurko. I koniecznie szafa. Gdzieś przecież muszą się chować potwory z dawnych lat. Owinięte w grube swetry lub półnagie w sukienkach, w których babcia nie wypuściłaby mnie z domu. I jeszcze cztery kąty. Pierwszy w ramach zadośćuczynienia za grzechy i grzeszki, co grzechoczą onomatopeicznie grając na nerwach i sumieniu. Sama się w nim postawię, jak będzie trzeba. Drugi, by matematycznie rzecz biorąc sprawdzić, czy Pitagoras miał rację. Pozostałe, bo przecież pokój to nie trójkąt o czterech bokach.

Stare Miasto, Nowe Miasto. Nic mi to nie mówi. Dopiero co nadeszła pora Poznania, a oznacza to ni mniej, ni więcej, że dla mnie miasto jest jedynie i absolutnie – nowe. Wilda – tam podobno mieszka szatan. Jeżyce – na pewno – Rychu Peja, a przynajmniej, tak mówili w telewizji – a skoro tak – to nie ma, że joł. Grunwald? 1410. Nie, to nie to.

Przegryzam powietrze – nerwowo – dbam o linię. Te tramwajowe na mapie mówią, że trzeba kupić bilet całodobowy, a ja nie mam zamiaru spędzić tu więcej niż trzy godzin. Tylko, że motorniczym tego tłumaczyć nie będę. To w końcu pestka.

Czuję, że to się tak szybko nie skończy.

Theme: Rubric. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.